31 хиљ. views, 189 likes, 11 loves, 20 comments, 5 shares, Facebook Watch Videos from Forum Film Poland: Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, dlaczego zagrali braci ;) Żeby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze,
Bo w mazurze taka dusza,
Że choć umrze, to się rusza,
Oj, danaż moja, dana,
Dana, dana, dana, dana.
Umarł Maciek, umarł, więcej już nie wstanie,
Zmówże więc za niego wieczne spoczywanie,
Oj, bo był to chłopak grzeczny,
Oj, szkoda, że nie Umarl Maciek umarl Biesiadne tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. “Gdyby Frenkie de Jong został w Barcelonie to klub będzie negocjował obniżenie jego wynagrodzenia. Holender został zaoferowany również City, ale oni odrzucili pomysł sprowadzenia go. Manchester United z kolei oferuje blisko 80M euro kwoty stałej. [@gerardromero] (1️⃣)” . „Umarł Maciek, umarł, Już leży na desce... Gdyby mu zagrali, Podskoczyłby jeszcze. Bo w Mazurze taka dusza, Gdy zagrają, to się rusza.” Słowa tej starej piosenki ludowej wybrzmiały ze sceny Teatru Miniatura w 1962 roku - przed publicznością po raz pierwszy 12 czerwca, podczas prapremiery spektaklu „Bo w Mazurze taka dusza”. Przez następnych 25 lat tytuł nie schodził z repertuaru gdańskiego teatru, stając się jednym z najgłośniejszych - do dziś - w historii Miniatury. Obsypany wieloma nagrodami, święcił triumfy nie tylko w naszym mieście, ale i na całym świecie. Jednak, choć może trudno w to uwierzyć, ponad 50 lat temu nikt się nie spodziewał, że ten pełen folkloru i ludowych odniesień spektakl w reżyserii Natalii Gołębskiej (przy współpracy Michała Zarzeckiego), na podstawie jej debiutanckiego tekstu, odniesie taki sukces. Sama twórczyni przyznała, że sztukę przygotowała na specjalną okazję i nie podejrzewała, że będzie wystawiana więcej niż kilka razy. Tymczasem widzowie w Gdańsku pokochali folklorystyczne widowisko opowiadające o losach polskiego narodu, tekstem inspirowanym twórczością etnografa i folklorysty Oskara Kolberga, autora utworów i bajek Jerzego Zaborowskiego czy księdza-poety Józefa Baki. Przede wszystkim zaś publiczność zachwyciły zaprojektowane przez Alego Bunscha, ówczesnego dyrektora gdańskiej Miniatury (funkcję tę pełnił w latach 1956-1961) i cenionego scenografa, lalki - 50 pacynek, kukieł i jawajek w strojach ludowych o dopracowanych szczegółach i detalach, a więc z halkami, chustkami, serdakami, itd. Lalki przez 25 lat „pracowały” na scenie, animowane przez grono znakomitych lalkarzy, Aleksandra Skowrońskiego, Józefinę Unczur czy Henryka Zalesińskiego, a potem trafiły do magazynu. Teraz, po 30 latach znów jest szansa je zobaczyć na scenie. Wystąpią w specjalnym, jubileuszowym spektaklu o nieprzypadkowym tytule „Taka dusza”, inspirowanym słynnym „Bo w Mazurze taka dusza”. Spektakl zobaczymy na Dużej Scenie Teatru Miniatura po raz pierwszy w sobotę, 16 grudnia, 2017 r. - To było największe osiągnięcie w historii Teatru Miniatura, przedstawienie absolutnie kultowe, na którym wychowały się całe pokolenia gdańszczan - podkreśla Mieczysław Abramowicz, autor scenariusza i reżyser spektaklu „Taka dusza”, który - o czym nie każdy pamięta - w latach 70. sam był aktorem w Miniaturze, a później kilkukrotnie reżyserował tutaj spektakle. Jaki będzie najnowszy spektakl Abramowicza? Reżyser zdradza, że przybierze on formę próby teatralnej. Dzięki tej formule publiczność będzie mogła zobaczyć, na czym polega teatr lalek. Twórcy odsłonią całe zaplecze teatru, zdradzą, jak powstają poszczególne sceny, czym zajmują się i jak pracują choreograf, kompozytor, scenograf, reżyser czy inspicjent. - Widzowie będą świadkiem nie tyle przedstawienia, ale próby do spektaklu jubileuszowego na 70-lecie teatru lalek na Wybrzeżu. Tym „próbowanym” przedstawieniem będzie właśnie „Bo w Mazurze taka dusza”. Nawiążemy do tego historycznego spektaklu dwiema scenami - tłumaczy Abramowicz. - Nie zabraknie też anegdot związanych z tamtym spektaklem, bądź przeszłością samej Miniatury. Do historii teatru, a dokładniej do słynnych projektów Alego Bunscha nawiązywać będzie także scenografia, którą zaprojektował Przemysław Klonowski - scenograf, teatrolog i reżyser operowy. W spektaklu nie zagrają niestety wszystkie oryginalne lalki, ale uzupełnią lalki wykonane współcześnie, na wzór tych do spektaklu skomponował Jerzy Stachurski, poeta, pedagog i kompozytor, który przez wiele lat był związany z Teatrem Miniatura. Wystąpią: Jolanta Darewicz, Edyta Janusz-Ehrlich, Jacek Gierczak, Agnieszka Grzegorzewska, Piotr Kłudka, Jacek Majok, Hanna Miśkiewicz, Jadwiga Sankowska, Wojciech Stachura, Joanna Tomasik, Andrzej Żak i Magdalena Żulińska. Premiera uczci aż kilka jubileuszy: wspomnianą 70. rocznicę teatru lalkowego w Gdańsku i zarazem pierwszego występu marionetkowego we Wrzeszczu; 65. rocznicę objęcia dyrekcji teatru lalek przez Alego Bunscha; 60. rocznicę nadania teatrowi nazwy „Miniatura” i wreszcie - 55. rocznicę prapremiery spektaklu „Bo w Mazurze taka dusza”, nie wspominając o innych rocznicach i mniejszych jubileuszach. Z tego względu, spektaklowi towarzyszyć będzie odsłonięcie tablicy upamiętniającej pierwszą premierę Wileńskiego Teatru Łątek w Gdańsku, od którego Teatr Miniatura wziął swoje początki (miała miejsce w obecnym budynku Opery Bałtyckiej, na I piętrze). Odsłonięcia dokona Grażyna Kilarska, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i sekretarz stanu Jarosław Sellin, który objął obchody honorowym patronatem. Wręczone zostaną także nagrody i wyróżnienia, brązowa Gloria Artis dla Teatru Miniatura za całokształt pracy. Premiera (tylko na zaproszenia) spektaklu „Taka dusza” odbędzie się na Dużej Scenie Teatru Miniatura (Gdańsk, al. Grunwaldzka 16) w sobotę, 16 grudnia. Dzień później - w niedzielę, 17 grudnia, w tym samym miejscu odbędzie się pokaz specjalny otwarty dla widzów. Początek o godz. 17. Kolejny - i jak na razie jedyny zimowy pokaz odbędzie się w niedzielę, 28 stycznia, również o godz. 17. Bilety: normalny 24 zł, ulgowy 20 zł. Spektakl przeznaczony jest dla widzów od 10. roku życia. Przy okazji tego niespotykanego, zwielokrotnionego jubileuszu przypominamy o trwającej w Oddziale Sztuki Nowoczesnej - Muzeum Narodowego w Gdańsku (Pałac Opatów, ul. Cystersów 18) wystawie „Od marionetek do robotów. Historia teatrów lalkowych w Gdańsku”, gdzie także można oglądać marionetki, które przed siedemdziesięcioma laty przyjechały z Wileńskim Teatrem Łątek do Gdańska, co było momentem przełomowym dla Teatru Miniatura. Był pierwszym teatrem lalkowym, który pojawił się w naszym mieście po wojnie. Prowadziła go Olga Totwen i jej dwie córki: Ewa i Irena. Swoje spektakle marionetkowe zaczęły prezentować regularnie od października 1947 roku, a w grudniu odbyła się pierwsza przygotowana od początku do końca w Gdańsku premiera - „Najszczęśliwsza z sióstr” według Ewy Szelburg-Zarembiny. W 1950 roku teatr został upaństwowiony i to wtedy właśnie pojawił się tam duet, który stworzył markę Miniatury - dyrektor i scenograf Ali Bunsch i reżyserka Natalia Gołębska. Dwa lata później teatr przyjął nazwę Państwowy Teatr Lalek, a 12 lat później, już jako „Miniatura” stał się miejscem premiery przedstawienia „Bo w Mazurze taka dusza”. - Bez Łątek nie byłoby Miniatury - mówi dziś Romuald Wicza-Pokojski, dyrektor Teatru Miniatura. Na wystawie można również obejrzeć jawajki zaprojektowane w 1962 roku przez Bunscha, lalki zaprojektowane przez Gizelę Bachtin-Karłowską do opowieści o „Ilii Muromcu” (1967 r.) czy „Diabelskich skrzypiec” (1978 r.), czy lalki i maski do wielu innych spektakli granych w Miniaturze przez 60 lat - w tym także gliniane figurki do nagrodzonego ostatnio na festiwalu w Opolu spektaklu „Krzyżacy”, według Henryka Sienkiewicza. Wystawa trwa do 15 stycznia 2018 r. Umarł Maciek, umarłI leży na desceŻeby mu zagraliPodskoczyłby jeszczeBo w Mazurze taka duszaŻe choć umrze, to się ruszaOj dana-dana-danaDana-danaGrajcie mu się bliżejZagraj mi od uchaWidać, że choć umarłNo muzyki słuchaJeszcze raz otworzy oczyObertasa się podskoczyOj dana-dana-danaDana-danaHej, zagrajcie, skrzypceHej, zagrajcie, basyMaciek się przypomniZłote dobre czasyBo w Mazurze taka duszaŻe choć umrze, to się ruszaOj dana-dana-danaDana-dana(wersja Stanisława Danilewskiego) Idzie Maciuś bez wieśKija ma za pasemWyśpiewuje sobieDanaż moja czasemA kto mi w drogę stanieTego bez łeb kijem zwalęOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaOj, bida nam, bidaBo nasz Maciuś choryJuż nie był w karczmiskuZe śtyry wieczoryOj, ktoż nam kupi piwaOj, ktoż nam cuda śpiewaOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaUmarł Maciek, umarłUmarł, jak psiajuchaDo grobu mu jeszczePotrzebna dziewuchaOj, bo Maciuś chłopak świetnyOj, żal go, że nie wiecznyOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaPołożyli MaćkaNa grobowej desceGdyby mu zagraliPodskoczyłby jeszczeBo w Mazurze taka dusza... ruszaOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana moja(chyba pełna wersja) Idzie Maciek, idzie, z bijakiem za pasemSrzyśpiewuje sobie dana, dana czasemA kto mu w drodze stoiTego pałką przez łeb złoiOj da dana, dana, dana, dana daOj biedaż nam bieda, że nasz Maciek choryJuż w karczmisku nie był ze cztery wieczoryOj, któż nam tu zaśpiewaOj, któż nam kupi piwaOj da dana, dana, dana, dana daUmarł Maciek, umarł, już leży na desceGdyby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze Bo w Mazurze taka duszaGdy zagrają, to się rusza Oj da dana, dana, dana, dana daUmarł Maciek umarł, już więcej nie wstanieZmówmy zań pobożne wieczne spoczywanieOj, był to chłopak grzecznyOj, szkoda, że nie wiecznyOj da dana, dana, dana, dana daPołożyli Macka na sam środek wioskiZeszli się do niego kmotrzy i kumoszkiJuż nikt mu nie pomożeBo Maciek zmarł niebożeOj da dana, dana, dana, dana da Legenda: inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu) abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu) abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza (abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika Wojna rosyjsko-gruzińska, w czasie której polski prezydent zaprezentował się jako regionalny przywódca środkowoeuropejski, zbiegła się w czasie z początkiem politycznej ofensywy mającej podreperować spadające notowania Lecha Kaczyńskiego i dać mu nadzieję na ponowny sukces w wyborach. A może nawet nie zbiegła się, lecz była tej ofensywy katalizatorem? Nieważne. Tak czy inaczej Kaczyński, od wielu miesięcy tkwiący na politycznej mieliźnie, złapał wiatr w żagle. Jakkolwiek zabrzmi to cynicznie i okrutnie wobec mieszkańców Kaukazu, ginących pod bombami i zmuszanych do ucieczki z ostrzeliwanych domów, polityczni sztabowcy czuwający nad wizerunkiem polskiego prezydenta zapewne odebrali gruzińską wojnę jako prawdziwy dar niebios. Strzały w Osetii rozległy się na kilka dni przed świętem Wojska Polskiego, kiedy prezydent tradycyjnie występuje w roli narodowego stratega i dowódcy armii – przyjmuje defiladę, awansuje oficerów, wygłasza patriotyczne przemówienia o bezpieczeństwie narodowym. Błyskawicznie zorganizowana wyprawa do Tbilisi pomogła Kaczyńskiemu uwiarygodnić się w tej roli. Jeszcze rok temu widok obecnego prezydenta na tle kolumn czołgów i maszerujących żołnierzy często budził uśmieszki i wywoływał złośliwe komentarze. Jednak dziś nawet zaciekli jego przeciwnicy powstrzymywali się od złośliwości. Ani sam Lech Kaczyński w wojskowym sztafażu nie wydaje się tak kuriozalny jak jeszcze kilka tygodni temu, ani militarne zagrożenie Polski nie jawi się już jako abstrakcja rodem z innego świata i odległych epok. Rosyjska inwazja na Gruzję uświadomiła Polakom, że mroczne strachy przeszłości, wyrażone w przeklętej polskiej wyliczance „wejdą? nie wejdą?”, mogą jeszcze ożyć. 20 lat po jesieni ludów okazało się, że trup imperium na Wschodzie nie jest tak całkiem martwy. Gdyby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze. Polskie poczucie bezpieczeństwa jest zjawiskiem świeżej daty, a płynąca z niego pewność siebie zakorzeniła się w społeczeństwie bardzo płytko. Doświadczenia minionych pokoleń – rozbiory, zabory, okupacje – sprawiły, że wyczulenie i intuicja Polaków są wyostrzone do granic obsesji i nawet najlżejszy sygnał, przypominający o potencjalnym zagrożeniu ze strony sąsiadów, każe bić na trwogę i wznosić modły: „Pod twoją obronę uciekamy się, wielka, silna Ameryko”. Wystarczyły więc zaledwie dwa tygodnie kryzysu kaukaskiego, by powoli narastające w ostatnich kilku latach w polskim społeczeństwie trendy pacyfistyczne i antyamerykańskie odwróciły się w mgnieniu oka o 180 stopni. Skokowo wzrosła aprobata Polaków dla bliskiej współpracy militarnej z USA i dla instalacji tarczy antyrakietowej. Wystąpienia polityków lewicy, sprzeciwiających się tarczy i zacieśnieniu więzów z Ameryką, brzmią dziś anachronicznie, jak skamieniały relikt z epoki lodowcowej, i kompletnie nie przystają do nastrojów społecznych. Odwrót od antyamerykanizmu i renesans myślenia w kategoriach euroatlantyckich to nie tylko polska specyfika. Brutalny najazd na Gruzję zaszokował całą Europę i obudził w niej uśpione lęki z epoki zimnej wojny. Wbrew temu, co twierdzą eurosceptyczni radykałowie (licznie reprezentowani choćby na łamach „Rzeczypospolitej”), Europa nie zareagowała na rosyjską inwazję lękliwie, ugodowo, niezdecydowanie. Przeciwnie – dawno już nie mieliśmy okazji obserwować tak kategorycznej reakcji. Od czasów ZSRR nie słyszeliśmy czołowych polityków europejskich porównujących posunięcia Kremla do polityki hitlerowskich Niemiec ani nie obserwowaliśmy takiego zwarcia szeregów. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy niemieckiego kanclerza, który demonstracyjnie jedzie do państwa wojującego z Moskwą i tam rzuca Kremlowi w twarz: „Gruzini wejdą do NATO, jeśli tego zechcą, a właśnie tego chcą”. A jeszcze na ostatnim szczycie NATO Niemcy sprzeciwiali się przyjęciu Gruzji. Rzecznicy polityki prorosyjskiej zostali w Europie zagłuszeni i postawieni do kąta, z którego nawet nie śmią się głośniej odezwać (wyjątkiem ekscentryczny Vaclav Klaus, do niedawna ulubiony sojusznik Lecha Kaczyńskiego). Pytanie zatem brzmi: dlaczego tak wielu polskich publicystów usiłuje wmówić czytelnikom, że jest odwrotnie niż jest? Dlaczego tylu prawicowych komentatorów i polityków opowiada bajki, że Europa prowadzi wobec Moskwy kunktatorską politykę ustępstw? Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Ano, tylko dlatego, że taki fałszywy opis rzeczywistości jest potrzebny dla uzasadnienia postulatu, by Polska ustawiła się w opozycji do Europy, by kontestowała jej jedność i integrację, by blokowała przyjęcie traktatu lizbońskiego. – Nie integrujmy się z Europą, bo to zbiorowisko prorosyjskich mięczaków, którzy nie chcą bronić Gruzji, a gdy przyjdzie co do czego, to i nas zostawią w biedzie – sugerują eurosceptycy. Także i oni całkowicie rozmijają się z nastrojami Polaków, którzy w zdecydowanej większości wykazują zdrowy rozsądek i podobnie jak większość Europejczyków instynktownie popierają zwieranie szeregów Zachodu. Poczucie zagrożenia ze strony odradzającego się imperializmu rosyjskiego sprawiło, że polska antyrosyjskość i proamerykańskość nie są dziś w Unii dysonansem i nie rodzą konfliktów, jak to miało miejsce w okresie interwencji w Iraku. Wówczas Polska, popierając USA, była przez Paryż czy Berlin postrzegana jako czarna owca czy raczej osioł trojański Waszyngtonu. Dziś jednak stan ducha i umysłu Europy jest odmienny. Z tego powodu buńczuczne wystąpienie Kaczyńskiego w Tbilisi nie wywołało skandalu. W pierwszym momencie wydawało się, że przemówienie utrzymane w tonacji „lance do boju, szable w dłoń” spotka się z miażdżącą krytyką europejskich sojuszników. Rychło się jednak okazało, że część z nich potępia działania Moskwy w sposób równie, o ile wręcz nie bardziej radykalny (przykładem szwedzki minister spraw zagranicznych Carl Bildt, który sięgnął po analogię z III Rzeszą). W dodatku sama Moskwa postarała się dostarczyć swym krytykom kolejnych argumentów uzasadniających tak ostre sformułowania. Już po przemówieniu Kaczyńskiego oddziały rosyjskie przekroczyły granicę Osetii i bezceremonialnie zaczęły panoszyć się po terytorium Gruzji „właściwej”, niszcząc infrastrukturę i rabując. W obliczu takich faktów mniej czy bardziej prowokacyjne sformułowania polskiego prezydenta przestały razić, więcej – przestały kogokolwiek obchodzić. I na tym właśnie polega największy problem wyprawy do Tbilisi. W skali europejskiej okazała się przedsięwzięciem bez większego znaczenia. Wprawdzie Lech Kaczyński utrzymuje, że jego wystąpienie przyczyniło się do zmiany postawy polityków europejskich i że ich obecna radykalizacja jest jego zasługą, ale nie ma na to żadnych dowodów. Wydaje się raczej, że Europa usztywnia kurs wobec Rosji w odpowiedzi na działania Kremla, a słowa Kaczyńskiego spłynęły po niej jak woda po kaczce. A szkoda. Polski prezydent zmarnował okazję, aby nie tylko pojechać do Tbilisi i użyć ostrych słów, ale także zaprezentować się światu w roli wizjonera i męża stanu wytyczającego kierunki polityki europejskiej. Europa bowiem – zresztą nie tylko Europa, lecz także każda społeczność międzynarodowa – lubi i ceni politykę konstruktywną i kreatywną, która tworzy nowe jakości i wskazuje nowe ścieżki. Która buduje świat wolny od napięć i pomaga trwale wygasić ogniska zapalne. Jadąc do Tbilisi w towarzystwie przywódców środkowoeuropejskich, Kaczyński miał w kieszeni przepustkę do panteonu architektów ładu międzynarodowego, ale nie wyciągnął jej, ograniczając się do wygłoszenia banalnego przemówienia wzywającego do walki z „odwiecznym wrogiem Zachodu”. Wbrew temu, co twierdzą eurosceptyczni radykałowie, Europa nie zareagowała na rosyjską inwazję lękliwie. Przeciwnie – dawno już nie było tak kategorycznej reakcji Tymczasem mógł się zaprezentować jako ekspert od trwałego rozwiązywania konfliktów na terenach etnicznie mieszanych, takich jak Kaukaz. I jako eksporter pewnego modelu, który sprawdził się już w Europie Środkowej. Zachód jak ognia boi się takich ognisk zapalnych i nie wie, jak z nimi postępować. Często więc uważa, że wkroczenie tego czy innego mocarstwa jest mniejszym złem. Wprawdzie to okupacja, ale przynajmniej jest spokój – myśli wielu mieszkańców Europy i Ameryki, patrząc na takie rejony. Jak ironizowała Szymborska, narody małe rozumieją mało, więc trzeba im powiedzieć, co mają robić. Polska i inne państwa Europy Środkowej swoje wysokie notowania po 1989 r. i szybkie przyjęcie do struktur euroatlantyckich zawdzięczają właśnie temu, że udało się im przełamać ten zaklęty krąg historycznych konfliktów i animozji. W minionym stuleciu Europa Środkowa kilkakrotnie okazywała się punktem tak samo zapalnym jak Bałkany czy Kaukaz, tymczasem dziś jest wzorem stabilności i spokoju. Prezydenci z tej części świata, występując na wiecu w Tbilisi, powinni byli oświadczyć: – Wiemy, jak to się robi, i proponujemy, by nasze recepty zaaplikować Kaukazowi. Chcemy doprowadzić do kompromisu między tutejszymi narodami. Oczywiście nie bądźmy naiwni – nie oznacza to, że po takim wystąpieniu Abchazi, Osetyjczycy, Gruzini i przedstawiciele innych narodów ochoczo przystąpiliby do przyjaznych rozmów. Tym bardziej, że godziłoby to w interesy Rosji, podsycającej wzajemną wrogość i żywiącej się tutejszymi konfliktami. Jednak pierwsze ziarno zostałoby posiane, a w stolicach Zachodu odnotowano by: warto uważnie wsłuchiwać się w głosy płynące z Warszawy, bo tam rodzą się naprawdę niezłe pomysły. Sęk w tym, że znakiem firmowym polityki Kaczyńskich (Jarosław pozostaje dziś w cieniu, ale nie ulega wątpliwości, że ma decydujący wpływ na posunięcia brata) jest nie tonowanie napięć, lecz wskazywanie wroga. Ten zabieg kilkakrotnie okazał się skuteczny w polityce wewnętrznej. Kaczyńscy wykazują niebywałą zręczność, gdy trzeba podzielić społeczeństwo, wyostrzyć emocje, zmobilizować zwolenników i wzmóc niechęć do przeciwników. Tę receptę polski prezydent zastosował też w Tbilisi. Jego przemówienie oczywiście podbudowało emocjonalnie uczestników tamtejszego wiecu i trafiło do przekonania tym Polakom, którzy skłonni są wznieść dzisiaj pieśń „Raduje się serce, raduje się dusza, kiedy Lech Kaczyński na Moskala rusza”. Ale w polityce międzynarodowej był to strzał chybiony. Kogo w Europie miałyby poruszyć słowa Kaczyńskiego? Opinia publiczna Polski i Gruzji zgodnie dziś przyznaje, że polski prezydent okazał się przywódcą odważnym. Ale czy również mądrym, roztropnym i kreatywnym? Tu zdania są już podzielone. Na pewno nie zaprezentował się światu jako polityczny wizjoner i mąż stanu naprawdę wielkiego formatu. Dlaczego? Może po prostu nim nie jest. W powyższych rozważaniach słowem nie wspomniałem o kontrowersjach związanych z tarczą antyrakietową. Nie przypadkiem. Kłótnia w tej sprawie między PO i PiS była konfliktem pozornym, wyreżyserowanym na użytek opinii publicznej. Ani Tusk nie chciał tarczy utrącić, jak twierdzą politycy PiS, ani Kaczyński nie chciał do tarczy dopłacić, jak twierdzą politycy PO. Jedynym punktem autentycznie spornym była kłótnia, kto w czasie ceremonii będzie stał bliżej pani – Donek czy Leszek. Obaj chłopcy prawie się o to pobili, a potem w szatni pewnie jeszcze okładali się workami. Autor jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Newsweek” Idzie Maciek, idzie, Z bijakiem za pasem, Przyśpiewuje sobie Dana, dana czasem. A kto mu na drodze stoi, Tego pałką przez łeb złoi. Oj dana, dana, dana, dana, dana. Oj, biedaż nam, bieda, Że nasz Maciek chory, W karczmie go nie było Ze cztery wieczory; Oj, któż nam tutaj zaśpiewa, Oj, któż nam tu kupi piwa. Oj dana, dana, dana, dana, dana. Umarł Maciek, umarł, Już więcej nie wstanie, Zmówmy zań pobożne Wieczne spoczywanie. Oj, bo to był chłopak grzeczny, Szkoda tylko, że nie wieczny. Oj dana, dana, dana,dana, dana. Położyli Maćka Na sam środek wioski, Zeszli się do niego Kmotrzy i kumoszki. Już nikt mu nie dopomoże, Bo nam Maciek zmarł niebożę! Oj dana, dana, dana, dana, dana. Umarł Maciek, umarł, Już leży na desce... Gdyby mu zagrali, Podskoczyłby jeszcze. Bo w Mazurze taka dusza, Gdy zagrają, to się rusza. Oj dana, dana, dana, dana, dana.

gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze